środa, 26 lutego 2014

Rozdział 1 - Hello stranger, I'm a disaster

 Szłam tą cholernie straszną ulicą chcąc jak najszybciej znaleźć się w domu. Było zimno. I ciemno. Najgorsze było to, że w moim domu spotkam tą wywłokę, moją macochę. Niedobrze mi od tego słowa, a co dopiero na jej widok. Nie wiem co gorsze, wracanie tą ponurą drogą, czy samo przesiadywanie w moim domu. Na szczęście już za rok będę pełnoletnia i się wyprowadzę. Usłyszałam dźwięk, jakby ktoś kopnął kamyk. Miałam wrażenie, że ktoś mnie śledzi, ale próbowałam sobie wmówić, że tylko mi się wydaje. Jednak nagle poczułam kogoś oddech, tuż za mną, a potem czyjąś dłoń na moim nadgarstku.
- Gdzie się tak śpieszysz, kotek? - wyszeptał mi ktoś do ucha, przytrzymując moje ręce z tyłu bym nie mogła uciec.
- Zostaw mnie. - powiedziałam stanowczo, na co on tylko się zaśmiał.
- Lepiej się nie stawiaj, bo mocno tego pożałujesz. - zagroził mi.
- Puść mnie w tej chwili! - wykrzyczałam najgłośniej jak potrafiłam, jednak wszystko wskazywało na to, że jestem tu tylko ja i ten zboczeniec.
- Teraz będziesz robiła to co ci każę, zrozumiano?! - pociągnął mnie mocno za włosy, gdy nagle wśród tej zwyczajnej, nocnej ciszy rozległ się głos jakiegoś chłopaka.
- Odwal się od niej! - usłyszałam tuż za mną i po chwili nie czułam już tego mężczyzny za sobą. Nie oglądając się zaczęłam uciekać najszybciej jak potrafiłam. Jednak ktoś biegł za mną. Z oczu zaczęły cieknąć mi łzy, wiedziałam że przed nim nie ucieknę, byłam zbyt wolna. Gdy poczułam czyjąś rękę na moim przedramieniu po prostu się zatrzymałam, opadłam na ziemię i z zamkniętymi oczami błagałam:
- Proszę, zrób to szybko. Pobij, zgwałć, zabij i zakop gdzieś w lesie. Byle szybko, błagam.
Chciałam powiedzieć coś jeszcze, ale tylko się rozpłakałam i czekałam na ból.
- Wolałbym zabrać cię na kolacje, jeśli mam wybór - otworzyłam powoli oczy i ujrzałam młodego chłopaka z brązowymi loczkami. - Nie bój się mnie, jestem Harry. Wstawaj, niedaleko jest mój samochód, a ten idiota za chwilę się ocknie. 
- No dobrze... - powiedziałam cicho i podałam mu dłoń. Szybko ruszyliśmy w stronę jego auta, a po chwili się w nim znaleźliśmy. 
- A ty, jak masz na imię? - spytał odjeżdżając z parkingu. 
- Avril - odpowiedziałam mu, spoglądając chwilowo w jego zielone tęczówki. 
- Avril? Nigdy nie słyszałem takiego imienia. Ale muszę przyznać, śliczne.
- Też masz fajne imię, podoba mi się, Harry. Słuchaj, chciałabym ci bardzo podziękować, że mnie obroniłeś, jestem ci bardzo wdzięczna. 
- Nie ma sprawy, przecież nie mógłbym nic nie zrobić.
 Zastanawiałam się gdzie on jedzie, skoro nawet nie wie gdzie mieszkam. Już miałam coś powiedzieć, gdy zatrzymał się przed wielką, luksusową willą. Wysiadł z samochodu, obszedł go i otworzył mi drzwi.
Willa Harry'ego

- Zapraszam do mojego skromnego domku. - podał mi dłoń by pomóc mi wysiąść. 
- Dzięki za zaproszenie, ale wolałabym jednak byś odwiózł mnie do domu. - cofnęłam jego dłoń.
- Oj, no weź. - zrobił minę smutnego psiaka. Co jest lepsze, piękna willa słodkiego chłopaka, czy mały dom mojej wrednej macochy? Nie dałam się dalej prosić i wyszłam z samochodu. 
- Witam w moich skromnych progach. - zaśmiał się otwierając mi drzwi. 
- Boże, jak tu pięknie... - wyszeptałam tuż po wejściu. - Z kim mieszkasz? 
- Mieszkam sam, co strasznie mnie dołuje. Chciałbym móc zjeść z kimś śniadanie, pooglądać telewizję, no wiesz... 
- Zazdroszczę Ci. Ja mieszkam z moją podłą macochą, która nienawidzi mnie tak bardzo, jak ja ją.
- A Twoja prawdziwa mama?
- Ona.... zginęła w wypadku samochodowym... - poczułam, że z oczu lecą mi łzy. Avril, ogarnij się, nie będziesz teraz ryczeć! 
- Nie płacz, proszę. Przepraszam, że spytałem. - przytulił mnie, to było takie słodkie.
 Zaprowadził mnie do wielkiego salonu i siedliśmy na kanapie. To dziwne, że ma własną wille, skąd on ma na to pieniądze? Czy on w ogóle jest pełnoletni? Wygląda bardzo młodo... 
- Harry, ile ty właściwie masz lat? - spytałam.
- 19, a ty? - uśmiechnął się. 
- 17, niestety. 
- Czemu niestety? 
- Chciałabym mieć już 18, żeby móc się wyprowadzić.
- Naprawdę ta macocha jest taka okropna? 
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
- To może... przenocujesz dzisiaj u mnie?

*Oczami Harry'ego* 
Po co ja o to pytałem. Jestem idiotą. Widać, że trochę się wystraszyła, w końcu dziewczyna mnie nawet nie zna. Ale ja tak bardzo chciałbym, żeby tu nie było tak pusto, chociaż w tę jedną noc. Nagle popatrzyła na mnie tymi ślicznymi oczkami. 
- Nie będę ci robić problemu. - jakiego problemu?! Ona nawet nie wie, jak bardzo jest mi potrzebna.
- Nie żartuj! Będę strasznie szczęśliwy, jeśli zostaniesz! - skierowała swój wzrok na podłogę i zaczęła myśleć.
- No... dobrze. Ale tylko na jedną noc. - uśmiechnęła się słodko. Boże, jaka ona piękna. Zaprowadziłem ją do sypialni dla gości, po czym sam poszedłem do swojej i położyłem się spać. Rano obudziła mnie piosenka Green Day. Otworzyłem oczy i zamierzałem wyłączyć budzik, ale zaraz... od kiedy ja mam ustawioną na budziku piosenkę Green Day? Powoli odwróciłem się i ujrzałem tuż obok mnie jeszcze śpiącą Avril. Jest źle. Bardzo źle.